Paweł Kowal powraca na łamach „Nowej Europy Wschodniej” (nr 6, listopad-grudzień 2009) do zarysowanej przez Radosława Sikorskiego zmiany akcentów w polskiej polityce wschodniej. W tekście „Cienie Piastów” poddaje krytyce stanowisko Sikorskiego, jak i tych, którzy go poparli.
Kowal zauważył też w tej dyskusji moją opinię. Czytamy: „Myśl Sikorskiego podjął na łamach „Rzeczpospolitej” Rafał Ziemkiewicz, który otwarcie formułuje pytanie, czy nie uwierzyć Rychezie i nie postawić na organiczny związek z polityką niemiecką jako jedyną gwarancją bezpieczeństwa kraju. Być może zasiał on w wielu racjonalnie myślących głowach ziarno wątpliwości. Ale za hasłem polityki piastowskiej kryje się także koncepcja Polski jednolitej etnicznie. Zapewne dlatego poparcie dla Sikorskiego popłynęło też z pozycji postendeckich, od redaktora naczelnego „Myśli Polskiej” Jana Engelgarda: „Innymi słowy – Sikorski zakwestionował dogmat polskiej polityki wschodniej, że polską racją stanu jest bezwzględne popieranie Ukrainy i Gruzji przeciwko Rosji, bo niepodległa Ukraina to gwarancja naszej niepodległości. Stanowisko to spotkało się oczywiście z krytyką, ale – o dziwo – niezbyt gwałtowną. Dlaczego? Bo realia przemawiają za tym, że Sikorski ma rację, a zwolennicy polityki »prometejskiej« nie. Zgodził się z tym Rafał Ziemkiewicz, dotychczas zwolennik polityki wschodniej w wykonaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego”.
W tym fragmencie warto zwrócić uwagę na – w moim przekonaniu – kuriozalny wniosek, jaki wysuwa Kowal. Otóż w jego przekonaniu poparcie dla koncepcji Sikorskiego wypływa w przypadku, jak to nazywa, środowisk postendeckich, z tego, że za hasłem polityki piastowskiej „kryje się także koncepcja Polski jednolitej etnicznie”. O ile wiem, to po 1945 roku Polska jest państwem w miarę jednolitym etnicznie i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Może się to komuś nie podobać, ale takie były wyroki historii. Niczego więc nie trzeba przyjmować, bo to już jest. A niby jaka Polska ma być? Wieloetniczna? Przyznam, że tego w rozumowaniu Kowala nie rozumiem, chyba że ma on na myśli „Polskę jagiellońską” w dawnym stylu, a więc z granicami po Dniepr. Jeśli tak, to znaczy, że jest oderwany od współczesnych realiów, albo jest marzycielem. Pewnie chodzi mu o jakiś związek federacyjny złożony z Polski, Ukrainy i „wyzwolonej” Białorusi. Było to nierealne w roku 1919, kiedy o czymś takim myślał Józef Piłsudski, tym bardziej jest nierealne teraz. Po co więc tracić energię na coś, co nie ma żadnych szans na realizację?
W dalszej części Kowal pisze: „Przyjęcie planu Sikorskiego byłoby powrotem do myśli endeckiej w innych warunkach historycznych. Stanowiłoby redukcję polskiej polityki do roli peryferyjnego państwa UE. Zamykałoby kwestię modernizacji Polski – nie może o niej marzyć państwo przyciśnięte do granicy na Bugu. Przyjęcie propozycji Sikorskiego i przyznanie racji Engelgardowi w praktyce oznacza przyjęcie nie tylko gwarancji Niemiec, ale raczej oparcie się o niemiecko-rosyjskie gwarancje dla Polski”.
Pisałem już kiedyś o tym, że Ukraina nie może być gwarantem naszej modernizacji. Co to znaczy, że Polska jest „przyciśnięta do Bugu”? Przecież obecna Polska nie zaczyna się na linii granicznej z 1914 roku, gdzieś w okolicach Kalisza, lecz zaczyna się na linii Odry! Nie jest więc ani dawnym Królestwem Polskim, ani Generalną Gubernią. Po co więc mówić o jakimś ściśnięciu? Czyżby Kowal uważał, że mamy szansę na poszerzenie granic daleko za Bug? Ciekawe co na to Ukraińcy, np. co spod znaku OUN-UPA?
O wiele ciekawszy jest fragment o niemiecko-rosyjskich gwarancjach dla Polski. Domyślam się, że chodzi o gwarancje bezpieczeństwa. To jest złe postawienie sprawy. Polska jest bowiem członkiem NATO i ma jego gwarancje bezpieczeństwa. Rosja nie musi nam ich dawać, natomiast w interesie Polski nie jest ciągłe antagonizowanie Rosji i próby (nieudolne) jej wypychania Europy, a do tego w praktyce zmierza dotychczasowa polityka wschodnia Polski. W interesie Polski jest budowa „Wielkiej Europy” wedle starej koncepcji gen. Charlesa De Gaulle`a, czyli Europa od Atlantyku do Władywostoku. W tej Europie jest miejsce dla wszystkich, także dla Ukrainy. Natomiast anachroniczne i postzimnowojenne wymachiwanie szabelką, sterowane zresztą z Waszyngtonu (przynajmniej do niedawna), nie jest żadną polityką polską, jest po prostu głupotą.
Na koniec Kowal ujawnia o co tak naprawdę mu chodzi: „Spór dotyczy rzeczy poważniejszej: propozycji amputacji polskiej polityki zagranicznej dokonanej w imię patrykularnego interesu jednej partii. Czym jest idea jagiellońska? W odpowiedzi na przetaczającą się w Polsce dyskusję pisze profesor Harvardu Roman Szporluk: „Rosja stara się rujnować solidarność krajów UE – w tego rodzaju polityce obecna Rosja może polegać na doświadczeniu i ZSSR, i Imperium – kiedy się partnerowi obiecuje (a czasem nawet daje) WIĘCEJ, pod warunkiem że ten partner osłabi istniejące powiązania i zobowiązania wobec innych współczłonków jakiejś większej struktury – która się Rosji nie podoba… Model »jagielloński« w XXI wieku to nie Polska imperialna, a EUROPA sięgająca daleko na wschód od Przemyśla i Chełma - »piastowskiej« granicy AD 1000”.
A więc chodzi o Rosję, o jej geopolityczną eliminację z Europy. Wschodnie granice Ukrainy mają być rubieżą tej Europy. W czym jednak Ukraina jest bardziej „europejska” od Rosji? W niczym, wręcz przeciwnie, to Rosja jest cywilizacyjne bliżej Europy. Wystawianie Ukrainy na pierwszą linię frontu jest nie tylko nierealistyczne, ale i sprzeczne interesami Ukrainy. Jest to państwo cywilizacyjnie bliskie Rosji i musi się z Rosją ułożyć. A my, zamiast łudzić ją mirażami – powinniśmy ją do tego przekonać, sami zaś musimy wpisać się w politykę europejską przez duże „E”. Na tej drodze są i Paryż, i Rzym, ale także Berlin, i wreszcie Moskwa. Takie są po prostu wyzwania współczesności i taka jest nasza przyszłość.
I na koniec uwaga o paryskiej „Kulturze”. Kowal prawie zawsze powołuje się na jej dziedzictwo geopolityczne. Moim zdaniem robi to selektywnie. Ale w tym miejscu przypomnę mu opinię jednego z czołowych publicystów „Kultury”, Juliusza Mieroszewskiego. Pisząc w roku 1960 o geopolitycznym położeniu Polski, stwierdził: „Musimy wreszcie definitywnie zerwać z tradycją „mocarstwowego kanarka”, który chce pożreć dwa czyhające na niego koty”. Odnoszę wrażenie, że Paweł Kowal koniecznie chce, żebyśmy nadal byli tym „kanarkiem”.
Jan Engelgard (www.engelgard.pl)

