Analizy powyborcze zwycięstwa Platformy Obywatelskiej jesienią 2007 r. wyraźnie wskazywały, że istotną rolę odegrał elektorat ludzi młodych, których udało się PO zmobilizować i którzy poszli na wybory, żeby głosować przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Oczywiście media establiszmentowe wyjaśniały to na swój sposób, pisząc i mówiąc o europejskości polskiej młodzieży, jej szerokich horyzontach itd. itp. Jasne, że były to totalne dyrdymały i bzdety, którymi jednak trzeba było napchać spragnione umysły zdezorientowanej gawiedzi.
Ja chciałbym wskazać na jeden tylko, ale wydaje się, że bardzo interesujący aspekt tego, czemu młodzi poszli za PO. Oczywiście musimy mieć na uwadze, że dali się zwieść jak spora część naszych rodaków świetną robotą reklamową, ale nie można tego tłumaczyć tylko i wyłącznie marketingiem.
Absolwenci szkół średnich, maturzyści – jak samo określenie wskazuje – powinni kończąc szkołę prezentować pewien określony poziom wyrażający się (przyznajmy) nie tylko w sferze edukacyjnej. Jak się jednak okazuje, i w oświacie, i w kulturze bycia młodych braki są ogromne. Jest to z pewnością wina samych zainteresowanych czy ich rodzin, a z drugiej strony znak i efekt czasów, w jakich żyjemy. To jednak nie może być usprawiedliwieniem. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, w której upatruję przyczyny takiego a nie innego poziomu wiedzy uczniów – są to zalecenia i treści programowe określone przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. W tym przypadku chodzi o wiedzę o społeczeństwie.
Po reformie oświaty programy z poszczególnych przedmiotów w liceach są realizowane na poziomie tzw. podstawowym, dla wszystkich uczniów. Natomiast jeśli jacyś chcą swą wiedzę poszerzyć, powiększyć, zdawać maturę trudniejszą, ale lepiej punktowaną – realizują tzw. program rozszerzony. Oznacza to, że podejmują się uczenia materiału wykraczającego poza „podstawę”, czyli muszą się po prostu więcej kształcić z danego przedmiotu niż ich koleżanki i koledzy. Jak to wygląda na WOS-ie? Obok wielu dodatkowych zagadnień „rozszerzeniowcy” zapoznają się z historią i współczesnością ideologii, doktryn i programów politycznych. I tutaj chciałbym się zatrzymać. Pojawia się bowiem pytanie: dlaczego tylko część młodzieży ma się zapoznać z liberalizmem, konserwatyzmem, socjalizmem, komunizmem, myślą Kościoła katolickiego itd.? Czy wiedza ta nie powinna należeć do kanonu wykształcenia każdego maturzysty (odsuńmy na bok rozważania nt. tendencyjności przedstawianych ideologii i doktryn w podręcznikach, hołdujących zasadom politycznej poprawności)? Kiedy przeanalizujemy książki do zakresu podstawowego z WOS-u okaże się, że uczniowie ledwie mogą zapoznać się z pojęciem ideologii (o ile!), ale reszta tajemnej wiedzy przeznaczona jest dla ich kolegów. Nie wydaje się to być rzeczą normalną, kiedy młodzi ludzie nie mają szansy poznać tych politycznych wizji świata, jakie charakteryzują różne partie w Polsce i na świecie. Jakie są tego skutki? No, takie, że np. PO – jak mogłem usłyszeć od uczniów LO – to partia prawicowa, pół biedy jak rzekną, że centroprawicowa. I jak tu nie wierzyć w spiskową teorię dziejów? Może komuś zależy, żeby młodzież nie mogła rozróżniać lewicy od prawicy, a tych od obrotowego centrum?
Jestem przekonany, że niewiedza młodych wyborców z ubiegłego roku to m. in. efekt okrojonego programu nauczania z WOS-u dla LO. I wydaje się, że ten czynnik, zupełnie pomijany w medialnych powyborczych doniesieniach, odegrał pewną rolę w takim a nie innym wyniku wyborczym Platformy. Co w takiej sytuacji robić? Wydaje się, że należy na lekcjach z tzw. „podstawy” rzeczone zagadnienia po prostu przerabiać, by późniejsi młodzi wyborcy nie musieli się wymawiać stwierdzeniem, że nie mieli pojęcia, nie wiedzieli. Lecz ilu nauczycieli to robi?
Ta sytuacja uświadamia nam, co reprezentują sobą 18-letni obywatele i wskazuje nam stan zrozumienia politycznego, jakie panuje w naszym społeczeństwie. I jak w tej sytuacji nie być za podwyższeniem cenzusu wieku? Ale to chyba temat na osobne rozważania.
Jerzy Śmietanka

